El Fonoll

to  nudystyczna osada ,ktora  wlasnie dzis odwiedzilem. Znajduje  sie
ok 120  kilometrow na  zachod od  Barcelony.  Na  stale  zamieszkuje
ja ok 20 osob ale rowniez  oferuja miejsca dla gosci . Mozna  wykupic
dzienny  bilet,dobowy  albo  zostac  na dluzej.Wszelka dowolnosc, sa
domki , apartamenty , pole  campingowe. Teren nalezacy do osady to
ok  200  hektarow glownie  lasow.  Co   mi sie   bardzo  spodobalo  to
rozlegly    teren   po   ktorym   mozna    jezdzic   rowerem   nago  bez
potrzeby  zabierania   ze   soba   jakiejkolwiek  garderoby.  Zreszta, w
osadzie jest  wymog  nagosci , ktory  obowiazuje  rowniez  dziennych
gosci. Oczywiscie  skoro  tylko  warunki  pogodowe  na  to  pozwalaja.
Osada  to  kompleks  wielu   budykow   roznego   ksztaltu  i  wielkosci
przypominaja     zabudowe     dziewietnastowiecznych     kompleksow
przemyslowych. .Przed    dwudziestu   laty  obecny  wlasciciel    nabyl
nieruchomosc   w   stanie  zaawansowanej   ruiny   i   przeksztalcil   ja
z    oporami    lokalnych   wladz   wlasnie  w   nudystyczna  osade.  To
sympatyczny  ,  pan ,  bardzo     kontaktowy,    wladajacy    angielskim
dzieki  czemu  moglem  powypytywac  o rozne   rzeczy. Zona  ( mysle
ze zona ) rowniez bardzo mila pani. Chcialbym  tam wrocic z  Zona na
urlop ktoregos lata, jak dla nas warunki  idealne.

Advertisements

dzisiejsza czwarta wycieczke zaplanowalem o polowe

dluzsza niz  trzy poprzednie .W sumie  jakies 20 km . Na  szlaku
niewielu ludzi, spotkalem dwie kobiety i znowu faceta  z  dwoma
psami.  To  jednak   bylo ktos inny niz wczoraj i  przedwczoraj. A
psy   wyraznie   go   nie   sluchaly. Jeszcze ich nie widzialem ale
slyszalem  nawolywania  wlasciciela .Czworonogi  pedzily  przed
siebie  a  ja  wiedziony  przeczuciem   zjechalem  z  drogi   i  przy
niewielkim  drzewie  zrobilem  dla  siebie  z  roweru  oslone.  Gdy
nadbiegly   zatrzymaly    sie   obok  mnie .Nie  wiem   czy   ktorys
moglby ugryzc, u gruntu  nie wierze psom. Ich pan gdy  nadszedl.
chwycil  je  a  ja moglem  jechac dalej. Nie  nie  wydawal  sie  byc
zaskoczonym moja nagoscia .No i tuz  przed  koncem  wycieczki
owe dwie panie ktore odpowiedzialy na moje ” hola ” rowniez bez
jakiejs zauwazalnej reakcji.
Szczerze powiedziawszy mam juz dosyc psow i jutro mam zamiar
udac  sie  na inny szlak  bardziej  obbalony  od zabudowan dokad
wlasicielom psow nie chce sie jechac bo za daleko.

trzecia wycieczka z siedmiu zaplanowanych przebiegla bez

spotkan innych korzystajacych ze szlaku  a  to za sprawa  dosyc kiepskiej
pogody   ktora  utrzymywala  sie niemal  pzez caly dzien .  Nazwalbym  ja
bezproduktywna  gdyz   nie wniosla   niczego do zamyslu jaki  mi  wczoraj
zaswital. Liczylem na to, ze uda mi sie zamienic pare zdan z wlascicielem
psow , ktorego  dwukrotkie spotkalem.O ile oczywiscie wlada   angielskim.
Ciekaw  jestem czy rzeczywiscie  jestem jedynym  nagim  rowerzysta  jaki
w okolicy sie  pojawil, co  sadzi o  takiej  formie   aktywnosci  ruchowej  itp.
No ale  niestety. Zatem  jeszcze do czterech  razy sztuka  o ile  deszcz nie
pokrzyzuje mi planow.

podczas dzisiejszej popoludniowej wycieczki rowerowej

wpadlem   na   pomysl   pewnego   eksperymentu.
Sprobuje   przez   tydzien   przemierzac  ten  sam
odcinek szlaku  o  podobnej  czyli   popoludniowej
porze dnia. Dzisiejsza  byla wiec  druga  z  rzedu i
powtorze to jeszcze  piec  razy.  Dzisiaj   wracajac
juz ,  myslalem ,  ze   na   nikogo   sie  nie  natkne.
Bylo  co prawda  cieplo  ale   pochmurnie  i  przez
pierwsza   polowe    trasy  nikogo  nie   spotkalem.
 No i wracajac  zdazylem  dostrzec   przed  lekkim
zakretem dwie osoby z psami.Oni tez mnie spostrzegli.Gdy jeden z psow  podobnie
jak wczoraj  tyle ze z nieco wiekszej odleglosci,  jakichs   kilkunastu  metrow  ruszyl
w moja strone , zatrzymalem  sie i  wspialem na niewielki  nasyp  po  lewej   stronie
znikajac na chwile wlascicielom psow  z  pola widzenia. Pies  nieco   sie  zblizyl  ale
wrocil   do   swego   pana.  Po   chwili   uslyszalem  ” common , common ” od   razu
zmiarkowalem , ze  jeden  z  panow to ten sam ktorego wczoraj spotkalem a on  jak
bylo slychac takze mnie poznal(zreszta jakby mogl nie pamietac nagiego rowerzysty
byc  moze   jedynego  jakiego w swej  okolicy  kiedykolwiek  widzial  )  Gdy  mijalem
obu przymajacych swe czworonogi  panow  rzocilem  krotkie ” thanks ” i  podazylem
swoja droga .Nieco dalej przebiegl jeszcze jogger , ktory nie zatrzymujac sie  cos po
hiszpansku powiedzial i na koniec  gdy tylko ubralem  sie  przed  wjazden  na  asfalt
nadbieglo jeszcze trzech joggerow ale dla nich bylem juz niczym nie  wyrozniajacym
sie   jednym   z   rowerzystow.   Ciekaw    jestem   co   przyniosa   kolejne   wyprawy.

dzisiejszego popoludnia

wybralem sie na szlak  ktory w porowmaniu z  tym wczorajszym nie
jest tak odludny ,przebiega  w  nizszych  portiach  gor przez co  jest
latwiej  dostepny. No  i bardziej uczeszczamy  No ale  postanowilem
nie   zrazac   sie   rzadkoscia  wystepowania  nagosci  i calosc trasy
przemierzylem  nago. Dzis  spotkalem  pare  osob  i  jak dotychczas
zadnych  oznak  zaskoczenia ,  zazenowania   czy  tym   podobnych.
W  jednym   miejscu   natknalem  sie  na  pana  z  dwoma  pieskami.
Wpadlem  na  nich  zza zakretu.Wlasciciel  czworonogow  gdy  mnie
spostrzegl dal mi znak reka abym zaczekal az tego wiekszego zlapie
za obroze .Ten jednak nie dal mu sie zlapac ,zamiast  tego   ruszyl w
moja strone  mimo nawolywan swego pana . Dzielilo nas ledwie pare
 metrow.Automatycznie zsiadlem z roweru zamierzajac uzyc go  jako
oslony. Tuz przy mnie pan pieska zlapal i odciagnal . Cos powiedzial
 po   hiszpansku  ale   gdy   zmiarkowal  sie, ze  nie znam jezyka  po
angielsku powiedzial abym tego drugiego nieco  mniejszego  sie  nie
obawial bo  jest nie grozny.  Coz, dla  mnie niegrozny   to  moze  byc
pekinczyk  ten  jednak choc nieco mniejszy  i tak  byl  calkiem  spory.
No ale zawierzylem wlascicielowi i  ruszylem dalej .Na moje “thanks”
nieco   pewnie   sytuacja  rozbawiony  zawolal  za   mna   ” bye ,bye”
Zaczynam odnosic coraz silniejsze wrazenie , ze choc  dotad przede
wszystkim  w Niemczech kultywuje zamilowanie do nudyzmu , kraju
z ktorego  idea  naturyzmu  pochodzi  i  w  ktorym   naturystow   jest
najwiecej  to   jednak Hiszpanie maja wiecej luzu do cudzej  nagosci.

 

musze przyznac , ze

na  katalonskich gorskich szlakach pozwalam  sobie  coraz  smielej. Dzis  wybralem
sie  na  kilkunasto kilometrowa  wycieczke szlakiem  troche rzadziej  uczeszczanym,
jest dosyc trudny dlatego poruszaja  sie  po nim ,jakbym  ich nazwal gorscy  kolarze.
To wrecz zawodowcy.  Sam  nie  jestem  w stanie  pojechactak   jak  oni  gdyz  nago
jestem  bardziej narazony  na urazy w przypadku wywrotki no i on maja  inny  sprzet,
moj  goral  nie nadaje sie  do takiej  jazdy po takichdrogach. No ale mi  o cos innego
chodzi.Dla mnie jazda na rowerze to nagie delektowanie sie otczajaca nas przyroda
a   nie   wyczynowe    kolarstwo.  Po   drodze   spotkalem   jednego  joggera  i  paru
rowerzystow. Zadnych sensacji 🙂